animechurch.com <body bgcolor="#ffffff" text="#000000"> <a href="http://searchportal.information.com/?o_id=119037&domainname=animechurch.com">Click here to enter</a>. </body>

Brzoskwiniowa herbata

Czułam postępującą sztywność karku. Nic dziwnego, przecież ile można wlepiać wzrok w prawie nieruchomy ekran? Czytałam dokumentację silnika baz danych od ponad trzech godzin i niestety wcale nie czułam się w tym obszarze mądrzejsza niż rano. Odchyliłam się nieco do tyłu, położyłam dłonie na karku, zaczęłam się delikatnie masować. Wzięłam kilka głębokich oddechów i spojrzałam za okno.
Za szybą uśmiechała się do mnie wiosna. Zieleń wielkiego kasztana optymistycznie wypełniała większość widoku za szybą. Słońce przebijało się między liśćmi, a soczysta trawa ciągnęła się aż po wzgórze na horyzoncie. Uwielbiam widok z tego okna. Pozwala oderwać myśli i odpocząć oczom. Wstałam i przeszłam kilka kroków po pokoju. Ruszałam ramionami, jednak ból pleców i uczucie sztywności w karku nie ustąpiły. Przeszłam się kilka razy wzdłuż pokoju i wtedy właśnie poczułam ten zapach.

Był to unoszący się w powietrzu aromat… rozgrzanej brzoskwini. Wyobraź sobie świeżutką brzoskwinię, jędrną, pokrytą delikatną skórką, soczystą… i teraz taki właśnie apetyczny owoc włóż w swojej wyobraźni do rozgrzanego piekarnika. Poczekaj kilka minut i wciągnij mocno powietrze. Właśnie o takim zapachu mówię. Ciepłym, unoszącym się falującymi pasmami po całym biurze. Zawróciłam i wyciągnęłam szyję w kierunku, z którego dochodził ów kuszący aromat. Mijałam kolejne biurka, zapach stawał się coraz wyraźniejszy, jednocześnie źródło zapachu zaczynało się krystalizować w naszej biurowej kuchni.

Pięć metrów. Z tej odległości zapach nie był już tylko zawieszoną w powietrzu, delikatną jak pociągnięcie struny w harfie nutą, ale intensywnie otulał mnie z każdej strony, prowadząc prosto do celu. Czułam się jak Jazon przyzywany dźwiękami syren, niczym zahipnotyzowana płynęłam przed siebie. Z odległości metra zapach był już zniewalająco silny i nie było teraz w całym biurze rzeczy, która byłaby w stanie powstrzymać mnie przed wejściem do kuchni…

… a jednak… kiedy już miałam chwycić za klamkę przymkniętych drzwi coś mnie powstrzymało. Usłyszałam oddech. I to nie pojedynczy, ale całą serię głośnych oddechów, sugerujących, że wewnątrz ktoś albo ma atak astmy, albo kuchnię przerobiono na mini -salon fitness, albo… no właśnie, ta ostatnia możliwość – wydała mi się szalenie podniecająca. Zatrzymałam się przed drzwiami, rozejrzałam po korytarzu. Ku memu niepomiernemu zdziwieniu nikt inny nie zwabił się na ten cudny, brzoskwiniowy zapach. Zajrzałam przez uchylone lekko drzwi… i poczułam, jak na twarzy pojawiają mi się czerwone rumieńce.

Przez uchylone lekko drzwi nie było widać całej kuchni, ale to, co widziałam, wystarczyło mi w zupełności. Na blacie stały dwa kubki, wypełnione parującą herbatą. Metki ekspresówek były splątane ze sobą. Obok stało kartonowe pudełko z brzoskwiniową herbatą. Z drugiej strony kubków na blacie znajdowały się oparte ręce Eli z działu marketingu. Ela to przeciętnej budowy ciała blondynka, zawsze imponowała mi tym, że bardzo o siebie dbała. Nienaganny makijaż, zawsze pomalowane paznokcie (dziś – na różowo), eleganckie ciuchy, dobre perfumy… Więc Ela opierała się o blat, w zasadzie – w połowie na nim leżała, wypinając się mocno do tyłu. Widać było podciągniętą do góry spódniczkę i Piotra, który..

Comments are closed.